Emocje jakie wywarł na mnie salon Merca…
Anglia… ogromna mieszanka kulturowo-artystyczna. Gdy słyszymy słowo Anglia z czym je kojarzymy? Z jakimi symbolami? Z królową, z Big Benem, z kolebką futbolu, czerwona budką telefoniczną, czy z pędzącym czarnym Cabem po ulicach Londynu.
Wszystko to są jakieś symbole przypominające nam ten wyspiarki kraj. Przechadzając się ulicami Londynu czujemy się jakbyśmy byli w centrum wszechświata. Nowoczesność wymieszana z klasyką. Wokół roztacza się woń wielkiego świata. Świata biznesu i mody w najlepszym wydaniu. Spacerując po centrum Londynu mijamy setki sklepów w których najlepsi projektanci i najlepsze firmy ukazują nam swój dorobek. Wśród tych najlepszych natrafiłem na coś ciekawego.
Pewnego dnia przekroczyłem próg salonu MERC. Zobaczyłem coś czego tak naprawdę szukałem, a czego długo nie mogłem znaleźć. Wszystko było perfekcyjne. Na półkach i na wieszakach każda z rzeczy miala w sobie glebię …tą …prawdziwie angielską. Patrząc na to przeszywały mnie rożne emocje. Wszystko było wyraziste. Personel sklepu idealnie dobrany od razu wskazywał odpowiednią drogę. Rewelacyjne płaszcze, kurtki, koszulki, a wszystko to tworzyło jednolitą całość. Miejsce to było jakby kapsułą czasu, która przenosi cię do jakiegoś innego świata. Przymierzając kolejne rzeczy masz wrażenie że każda z nich jest w stanie ci nadać inny charakter i inną osobowość. Klasycznie krojone płaszcze i marynarki dzięki którym czujesz się jak by przeniesiony do swingujących lat 60-tych. Kurtki, w których czułeś się jak chuligan na pierwszej linii frontu. Znalazłem tam ten słynny angielski luz i spokój. Nagle nigdzie mi się nie śpieszyło, na wszystko miałem czas i odbierałem same pozytywne wibracje, których nikt wokół nie zakłócał. Byłem sam na sam z modą.
Piękna Londyńska uliczka Caranby Street a na niej piękny, czysty w swej postaci angielski salon sprawiły, że odnalazłem kolejny symbol tego kraju…MERC LONDON.
Tagi: Carnaby Street, Merc London













Dodaj komentarz!